Planujeprzebiec świat dookoła. Zamierza pokonać ponad 20 tysięcy kilometrów. W samotną podróż swoich marzeń Piotr Kuryło, wyruszył w sobotę z Rynku Zygmunta Augusta w Augustowie.
– Jestem przerażony, ale wierzę, że mi się uda – mówił. – Mam nadzieję, że dzięki tej wyprawie na świecie zapanuje pokój.
Marzył o tej wyprawie, od dziecka
Piotr Kuryło ma 38 lat, jest mieszkańcem podaugustowskiej wsi Pruska Wielka. Tam ma swój dom oraz
rodzinę. – Biegam od zawsze, uprawianie tego sportu stało się moją życiową pasją – mówi.
Maratończyk o podróży wokół kuli ziemskiej marzył od dziecka. – To kosztowna wyprawa, nigdy nie było mnie na nią stać – mówi. – Udało się ją zorganizować dzięki właścicielom augustowskiej stoczni jachtowej Ślepsk. Postanowili sfinansować całą wyprawę.
Biegacz długo się do niej przygotowywał. – Codziennie intensywnie trenowałem – opowiada.
Będzie spać w kajaku
W sobotę w kościele Matki Boskiej Szkaplerznej w Studzienicznej została odprawiona msza w jego intencji. Potem na Rynku Zygmunta Augusta, zebrali się jego bliscy, przyjaciele oraz władze miasta, a nawet województwa, by życzyć mu powodzenia.
– Jak wszystko pójdzie dobrze, wrócę pewnie za rok – mówił. – Trzymajcie za mnie kciuki.
Biegacz zabrał ze sobą kajak na trzech kółkach, który sam skonstruował.
– Mam w nim spakowane wszystkie najbardziej potrzebne mi rzeczy. Będę w nim spał i odpoczywał – tłumaczy. – Na nim zamierzam też przepłynąć przeszkody wodne.
To dodatkowy ciężar, bo cały bagaż, który mężczyzna zamierza ciągnąć za sobą waży ponad 70 kg.
Maratończyk swoją wyprawę dokładnie zaplanował.
– Wyliczyłem, że będę musiał przewiosłować w sumie tysiąc kilometrów – mówi.
Zamierza pokonywać 70 kilometrów dziennie. Wyruszył w stronę zachodniej Europy.
Pierwszym ważnym przystankiem ma być stolica Belgii. – Zamierzam podbiec pod Parlament Europejski. – Mam nadzieję, że uda mi się spotkać z jego przewodniczącym.
Piotr Kuryło dalej pobiegnie w stronę Lizbony. – Ze stolicy Portugalii chcę statkiem przepłynąć do Nowego Jorku – zapowiada. – Potem wyruszę w stronę Białego Domu, do Waszyngtonu.
Maratończyk mówi, że jego największym marzeniem jest spotkanie z prezydentem Stanów Zjednoczonych.
– Chcę poprosić, by w imię
pokoju, Barack Obama przebiegł ze mną choć kilka metrów – dodaje.
Boi się ataku krokodyli
Przyznaje, że obawia się tej wyprawy.
– Boję się nagłego wypadku na drodze, a także negatywnie nastawionych ludzi – mówi mężczyzna. – Strach mnie ogarnia też przed atakiem dzikich zwierząt.
Śmiałek chce przepłynąć kajakiem Missisipi.
– Obawiam się, że mogę tam natknąć się na krokodyle i węże – mówi. – Najbardziej boję się jednak przeprawy przez Rosję i Kazachstan, wiem, że tam jest bardzo niebezpiecznie.